– Modlin ma dla nas znaczenie strategiczne. Zarządzamy największym lotniskiem w Polsce i zarazem na Mazowszu i chcielibyśmy skonsolidować nadzór nad infrastrukturą w regionie, aby stworzyć spójny i komplementarny system lotniczy dla Mazowsza. Tu nie chodzi o monopol, ale o racjonalne planowanie wielomiliardowych inwestycji i uniknięcie kanibalizacji ruchu. – mówi Marcin Danił, członek zarządu Polskich Portów Lotniczych (PPL).
Łukasz Malinowski, „Rynek Lotniczy”: Jaki pomysł na funkcjonowanie lotnisk na Mazowszu mają Polskie Porty Lotnicze? Jakie jest idealne rozwiązanie?
Marcin Danił, członek zarządu Polskich Portów Lotniczych: W biznesie nie ma idealnych rozwiązań, nie ma ideałów. Dziś lotniska na Mazowszu zbyt często grają do różnych bramek, co na dłuższą metę nie służy nikomu – ani przewoźnikom, ani pasażerom. Naszym celem jest uporządkowanie tego systemu, by porty ze sobą współpracowały, a ich profile operacyjne się uzupełniały.
Otwarcie Portu Polska będzie oznaczało, że przejmie on wszystkie funkcje dzisiejszego Lotniska Chopina. Funkcjonalnie będzie pełniło, w uproszczeniu, tę samą rolę, ale nie będzie miało ograniczeń środowiskowych czy przestrzennych. To będzie nowoczesna infrastruktura spełniająca wymogi wszystkich użytkowników, z ofertą znacząco lepszą niż to, czym dysponujemy obecnie w Warszawie.
Nowe lotnisko nie będzie ograniczało się do obsługi ruchu tradycyjnego – będzie hubem dla Polskich Linii Lotniczych LOT, ale znajdzie się na nim także miejsce na linie niskokosztowe czy czartery. Będziemy operowali na najnowocześniejszej infrastrukturze w tej części Europy, która zaoferuje przewoźnikom zupełnie nową jakość, ogromną przepustowość i możliwości generowania zysków z ruchu transferowego. Oczywiście, model biznesowy tego portu będzie odzwierciedlał ten standard oferowanych usług. Dlatego właśnie potrzebujemy Modlina z jego niskokosztową ofertą dla linii point-to-point..
Mamy jeszcze port w Radomiu, który z naszego punktu widzenia jest lotniskiem regionalnym na południu Mazowsza obszarem ciążenia także na woj. Świętokrzyskie i lubelskie, ale tam już napotyka na konkurencję ze strony portów Krakowa, Lublina i czy nawet Katowic. Obszar oddziaływania tego portu jest zdecydowanie mniejszy niż wspomnianego Modlina, który obsługuje większą część północno-wschodniej Polski.
Skoro jesteśmy przy mniejszych lotniskach na Mazowszu: Dlaczego PPL chce przejąć udziały w tym porcie?
Lotnisko w Modlinie jest doskonale położone, w odległości 37 km od Warszawy, zmodernizowane zostały połączenia drogowe, powstanie Północna Obwodnica Warszawy, ale będzie też połączenie kolejowe. Zasługuje na więcej niż dominację tylko jednego przewoźnika, bo pomimo wejścia Wizz Air i Air Arabia, to nadal jest tam dostępny głównie jeden przewoźnik.
Modlin ma dla nas znaczenie strategiczne. Zarządzamy największym lotniskiem w Polsce i zarazem na Mazowszu i chcielibyśmy zarządzać wszystkimi aktywami w regionie. Tu nie chodzi o to, żeby regulować rynek, ale żeby odpowiednio zarządzać inwestycjami i budową podaży w regionie.
Modlin od lat potrzebuje dużych inwestycji, zarówno od strony landside, jak i airside. My jesteśmy gotowi wyłożyć na to pieniądze, ale chcemy to zrobić rozsądnie, z korzyścią dla całego Mazowsza.
Od lat problemem jest też konieczność zachowania jednomyślności, niemożliwej do uzyskania przy sprawowaniu władzy przez różne siły polityczne na szczeblu regionalnym i państwowym.
Dlatego chcielibyśmy zmniejszenia liczby udziałowców i odejścia od zasady jednomyślności. PPL jest gotowy odkupić udziały od części współwłaścicieli lub wymienić je na udziały w innych portach.
Z punktu widzenia modelu biznesowego mamy teraz czterech udziałowców z jednomyślnością, a chcemy zrobić dwóch i odjeść od jednomyślności. Chcemy jednak zawrzeć warunek, że nie omżna działac na szkodę portu, a zbycie udziałów byłoby możliwe tylko za zgodą drugiego udziałowca. Na początek PPL jest gotowy zainwestować ok. 200 mln zł. To nie wystarczy na nową drogę startową, ale na terminal, płyty postojowe, parkingi już tak. To pozwoliłoby na otwarcie odmienionego lotniska za 3–4 lata.
Minister Lasek mówił, że początkowo rozmowy z regionem szły dobrze. Teraz Mazowsze ma się obawiać o to, że zmiana struktury może mieć negatywne skutki dla regionu po kolejnych wyborach i oznaczać utratę kontroli nad portem.
Myślę, że dla wszystkich konieczność odejścia od jednomyślności jest jasna. Bez tego nie będzie inwestycji. Poprzednia władza chciała zamykać Modlin i blokowała w nim wszelkie inwestycje, chciano wszystkim centralnie sterować, wprowadzić administracyjnie podział ruchu. My tego nie chcemy. Chcemy zarządzać trzema lotniskami na Mazowszu i przygotować zróżnicowane oferty dla różnych przewoźników, tak żeby poszli tam, gdzie rachunek ekonomiczny będzie się zgadzał. Nie chcemy zmuszać, chcemy kusić ofertą. Chcemy inwestować przy współpracy z samorządami.
Mazowsze, nawet przy mniejszościowym udziale może mieć zagwarantowanego członka zarządu i obecność w radzie nadzorczej portu. W nowej umowie spółki mogłyby się także znaleźć zapisy gwarantujące określony scenariusz i zakres inwestycji. Można także wprowadzić zapis zakładający prawo pierwokupu udziałów i w ten sposób dodatkowo zabezpieczyć interesy samorządu.
PPL gwarantuje środki na inwestycje tu i teraz. Przepustowość Modlina powinna zostać bowiem jak najszybciej zwiększona, żebyśmy w czasie rozbudowy Chopina i do otwarcia nowego lotniska centralnego nie tracili pasażerów na Mazowszu. Nie chcemy, żeby w tym trudnym okresie uciekli oni do innych regionów, bo potem może być trudniej ich odzyskać. Trzeba wykorzystać dobrą koniunkturę i zacząć rozbudowę jak najszybciej; rozbudować Modlin do poziomu pozwalającego na obsługę 8 mln pasażerów – zbudować nowy terminal, nowe parkingi, nowe płyty postojowe.
I to wystarczy, żeby przekonać władze Mazowsza?
Od strony czysto operacyjnej nie wyobrażam sobie sytuacji, że podmiot, który zarządza i finansuje inwestycje nie może sam decydować o działaniu portu. Musimy mieć to wszystko razem rozpisane. Inwestycja w Modlinie nie może być prowadzona jako alternatywa, ale jako uzupełnienie oferty nowego portu, który powstanie w Baranowie. Modlin potrzebuje przestrzeni i rozwiązań skrojonych pod operatorów niskokosztowych, a nie pod tradycyjne linie lotnicze.
Co w takim razie z Radomiem?
Wiemy, że nasze radomskie lotnisko w obecnej formule nie będzie w stanie samo się utrzymać, nawet jeśli zwiększy liczbę obsługiwanych pasażerów. Konkurencja jest zbyt duża. Dlatego w naszej strategii rozwoju dla tego portu stawiamy na rozwój usług MRO i lotnicze cargo.
Zakładamy, że lotnisko w Radomiu będzie mogło obsłużyć do 300 tys. pasażerów, z czego połowę mogłyby stanowić czartery a połowę ruch niskokosztowy. Więcej od strony pasażerskiej nie da się z Radomia wycisnąć w najbliższych latach i w tych warunkach rynkowych.
To jaka jest perspektywa w tej chwili?
Najbliższe lata będą korzystne zarówno dla Modlina, jak i Radomia, co będzie wynikało przede wszystkim z braku przepustowości na Lotnisku Chopina. W przypadku Radomia liczyliśmy na 120–130 tys. pasażerów w tym roku, ale już teraz widać, że ze względu na konflikt na Bliskim Wschodzie sprzedaż biletów do Larnaki jest poniżej prognoz.
Mówimy o terminalu gotowym na obsługę 3 mln pasażerów.
Tam nawet udałoby się rocznie obsłużyć i 5 mln osób, ale ta inwestycja została przeskalowana. Dlatego będziemy ograniczać wykorzystanie terminala i zamkniemy część gate’ów. Musimy urealnić jego funkcjonowanie i zgrać z potrzebami pasażerów. Musimy też rozwijać, jak już wspominałem, inne segmenty działalności.
Nie jest to zatem potrzebne wam lotnisko.
To nie tak. inwestycja jest przeskalowana, przez co dziś jest nierentowna, ale to lotnisko jest nam potrzebne, co wskazują badania rozwoju lotnictwa cywilnego dla Mazowsza jeszcze z lat 2000. Ruch lotniczy w Polsce rośnie, nadal latamy mniej niż mieszkańcy Europy Zachodniej, i ta nasza rosnąca chęć do latania musi zostać gdzieś obsłużona. To oznacza więcej operacji na wszystkich lotniskach, ale też większe potrzeby serwisowe, więcej szkoleń. Nie zapominajmy też o kwestiach bezpieczeństwa. W PPL staramy się teraz, żeby to lotnisko było potrzebne i było jak najlepiej wykorzystane.
Jak ma w takim razie wyglądać rozwój ruchu na Mazowszu, skoro przewoźnicy niskokosztowi nadal chcą latać z Chopina? Zresztą widać to po statystykach lotniska – żaden rodzaj ruchu nie rósł w Warszawie po pandemii tak szybko jak ten niskokosztowy. Może wcale nie będą się chcieli przenieść do Modlina?
Znamy założenia planów rozwojowych LOT i wiemy, że ten przewoźnik będzie poszerzał swoją ofertę także na trasach długodystansowych – w tym roku dotrą do niego dwa kolejne Dreamlinery. Modernizacja, którą rozpoczęliśmy, a więc nie tylko sam terminal, ale też airside, pozwoli przyjąć ponad 30 mln pasażerów po jej zakończeniu w2029 roku. Umożliwimy naszemu narodowemu przewoźnikowi dalszy rozwój i to będzie miało przełożenie na statystyki.
Przewoźnicy niskokosztowi oczywiście stawiają na ruch point-to-point i nieustannie szukają nowych lotnik i połączeń. Samoiloty latają coraz dalej i to globalny tend, że ten segment rośnie najszybciej. Możliwości ich wzrostu, podobnie jak innych, na Lotnisku Chopina są na razie ograniczone. To właśnie dlatego mówię o tym, że teraz największe szanse mają Radom i Modlin, bo mogą część tego potencjalnego ruchu ściągnąć do siebie.
Wiemy, że korzystanie z nowego centralnego lotniska będzie wiązało się z większymi kosztami. Czy ruch zbudowany na Chopinie w znacznej części w oparciu właśnie o ofertę przewoźników niskokosztowych będzie łatwy do przeniesienia?
To będzie zależało od nas. To PPL będzie musiał przygotować taką ofertę i tak prowadzić negocjacje, żeby przewoźnicy chcieli przenieść się do nowego portu. Z naszego punktu widzenia najkorzystniejsze byłoby przeniesienie jak największej liczby przewoźników i pasażerów i będziemy wszystkich do tego zachęcać. Będziemy jednak operowali na nowej infrastrukturze o zdecydowanie większych możliwościach – ona siłą rzeczy będzie droższa. Naturalnie będzie nas także interesowała jak największa rozbudowa ruchu transferowego i to on, daje największe przychody i zyski zarówno liniom, jak lotniskom.
Na razie nie możemy rozmawiać o konkretnych liczbach, ale zrobimy wszystko, żeby jak najwięcej ruchu przenieść. Dlatego też potrzebujemy lotniska w Modlinie, które pozwoli nam przedstawić także alternatywną ofertę – rozumiem, że część przewoźników, czy to niskokosztowych czy czarterowych, może nie chcieć przenieść się do nowego portu, ale nie chcemy ich utracić również jako Mazowsze.
Jak w takim razie będą wyglądać relacje między CPK a Modlinem i Radomiem w kilka lat po oddaniu do użytkowania nowego lotniska?
Nasze prognozy zakładają, że jeśli chodzi o Modlin, to będzie on rósł do 6–8 mln pasażerów, potem te wzrosty zwolnią, a rynek połączeń niskokosztowych do Warszawy będzie nasycony. Mamy nadzieję, że Radom będzie bazą dla czarterów i w tym się specjalizował, ale oczywiście to zweryfikuje rynek – tu możemy liczyć na ok. 300 tys. pasażerów i powolny wzrost do 0,5 -0,8 mln w kolejnych latach, ale to będzie sufit. Z nowego centralnego lotniska w 2035 r. powinno wtedy dla porównania skorzystać 35,7 mln pasażerów.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.